czwartek, 27 czerwca 2013

Byle co, byle jak, byle gdzie: Welcome Holidays!

Muszę przyznać, że aktualnie mimo tego, że pogoda wcale nie dopisuje (ok. 16 stopni niestety nie odpowiada mi) włączając jednak ulubione piosenki, ucząc się ich czy słuchając czegoś zupełnie nowego, bo i to się zdarza czuję się wspaniale. Mam poczucie tego, że nie wszystko jest idealne, ale właściwie po co miałoby tak być? Nie lubię perfekcjonalizmu, a właściwie lubię i staram się być perfekcjonalistką lecz niektóre rzeczy w tej postawie bardzo mnie wkurzają, bo... po co? Po co starać się, aby w przyszłości szło jak najlepiej, jak po naszej myśli... Jasne ważne jest żeby nie mieć problemów finansowych itd, ale czy czasem nie lepiej odstawić wszystko na bok i porozmyślać, o czymś co nigdy nie ma zamiaru się wydarzyć, dać spokój i pobawić się w 'co by było gdyby?'. Nie co by było gdyby on mnie nie rzucił czy inne bla bla bla tylko co zrobię jeśli kiedykolwiek będę w Nowym Jorku? 

Wszystko wyżej nie ma sensu, ja wiem, ale nie mam zamiaru usuwać tego wszystkiego, bo w jakiś sposób to powstało tak? Myślałam o tym, więc może ma to jakiś głębszy sens(istnieje też przypuszczenie, że nie ma to żadnego sensu, a po prostu jak wyżej "co by było gdyby to miało sens)? 
W każdym bądź razie teorytycznie zaczęłam wakacje, opuściłam razem z mamą cały ostatni tydzień z kawałkiem i nie mam wyrzutów sumienia. Miałam dość tych wszystkich twarzy i mojej reakcji na otaczające miasto. A dziś? Po raz któryś z kolei czuję się atrakcyjna! Mam wiele planów na wakacje, z czego kilka może nie wypalić, ale jednak, są. 

Rozpisałam się jak zawsze chciałam. Nie lubię krótkich postów, lubię mieć coś do czytania. Ale jednak to jeszcze nie wszystko co mam do powiedzenia. 

Prawdopodobnie ruszam z akcją 'wakacyjnych śniadań' albo też 'wakacyjnych posiłków'. Po prostu chcę robić zdjęcia wszystkiemu co jem. Całe szczęście wakacje mam o tyle zaplanowane, że każdy posiłek może być w jakimś stopniu inny. Bardzo dobrze, bo nie lubię monotonii. :)

Na razie jednak muszę to wszystko jeszcze przemyśleć... Jestem w hotelu i za chwilkę idę na obiad. Dodaję na koniec zdjęcie pysznego sernika (przyznali domownicy) :)

 sernik na spodzie z ciasteczkami Oreo (źródła nie znalazłam, lecz spokojnie można znaleźć wiele tego typu serników w internecie :)



lekko opadł ale nie utracił nic ze swojego smaku :)

poniedziałek, 3 czerwca 2013

~10: Bananowe pancakes

Tym razem pod wieczór, bo i po raz pierwszy takie pancakes robiłam na kolacje. Nie dla siebie, bynajmniej ale jak zaawsze dla mojego brata, a i rodzice się dołączyli. Nie wiem co zrobię, gdy wyjedzie, bo nie będę miała nikogo do prawdziwej, obiektywnej oceny (rodzice lubią wszystko co robię). Te pankejki to totalnie spontaniczne cudo, a i tak dziwie się że miałam wszystkie składniki, bo zwykle nie miewam takich rarytasów jak kefir. :D Placuszki wyszły bardzo mięciutkie, leciutkie. Na prawdę przepyszne! 








korzystałam z tego przepisu. co zmieniłam? 

Składniki dla ok. 3 osób (gdy jedna osoba je ok. 6/7 małych pankejków):

3/4 szklanki mąki pszennej
1 czubata łyżeczka proszku do pieczenia
1,5 łyżki cukru pudru 
1/2 szklanki kefiru, trochę gęstego jogurtu naturalnego (w przepisie jest 1 i 1/4 szklanki kefiru)
1 roztrzepane jajko
2 łyżeczki syropu klonowego
20g roztopionego masła
1 banan (u mnie wyszedł tylko mały posmak banana, dlatego można dodać go więcej, zmniejszając przy tym ilość cukru pudru)

Do naczynia przesiać mąkę, wsypać cukier i proszek, wymieszać. W drugim naczyniu wymieszać roztrzepane jajko, maślankę, syrop i roztopione masło, wmieszać pokrojone banany. Zawartość naczyń połączyć, wymieszać. Ciasto jest dość gęste.
Smażyć na nieprzywierającej patelni (bez tłuszczu). Przewracać na drugą stronę gdy na powierzchni pancakes'a pokażą się pęcherzyki, smażyć do koloru brązowego.
Podawać wg upodobań.